Smaller Default Larger

Przeprowadzka

Leopold miał już serdecznie dość mieszkania w ogrodzie pani Joanny i postanowił się przeprowadzić na drugą stronę ulicy. Do parku. A jeszcze niedawno było tak cudownie. Pachnące owoce poziomek, młode listki sałaty i groszku, przyjaciele. Sielanka się skończyła, kiedy pani Joanna dostała od wnuków książkę „Biologiczne zwalczanie ślimaków”. Tak. Leopold to ślimak winniczek, który bardzo lubił ogród pani Joanny. Ale teraz było tu zbyt niebezpiecznie. Pułapki ze słodką cieczą, jakieś wstrętne opryski z pokrzywy, a ile razy musiał się chować pod liśćmi sałaty, żeby nie dać się złapać przez gospodynię. Tak jakby nie wiedziała, że winniczki są pod ochroną. 

 

Tak więc klamka zapadła. Przeprowadzka. O poranku Leopold pożegnał się z przyjaciółmi: kolonią mszyc z groszku ozdobnego, drużyną czarnych mrówek koło pryzmy z kompostem i rodziną konika polnego Baltazara, który mieszkał w kępie wysokiej, ozdobnej trawy. Poprawił domek na plecach i pomaszerował dziarsko. Widzieliście kiedyś dziarsko maszerującego ślimaka? No właśnie. Z jedną nogą i to lewą, bo wszystkie ślimaki mają tylko lewą nogę, trudno maszerować. Ale Leopold był bardzo uparty i już po południu był bardzo, bardzo daleko, bo kilka metrów od ogrodu i zbliżał się do ulicy. Wieczorem dotarł na jej skraj. I wtedy dopiero uzmysłowił sobie, na co się porwał.
- Jak ja przejdę przez taką szeroką ulicę, kiedy tyle samochodów jeździ tam i z powrotem? – zaczął się zastanawiać. Przez chwilę nawet rozważał powrót do ogrodu, ale to była tylko jedna, maleńka myśl.
- No dobra, Leopoldzie, tylko pomyśl a na pewno coś wymyślisz – zmotywował sam siebie. Usiadł na progu swojego skorupkowego domku i rozejrzał się dookoła. Po pewnym czasie zauważył dziwną rzecz. Przez ulicę biegły białe pasy. Po jednej i drugiej stronie stały słupy i błyskały światłami. Kiedy zapalało się zielone, auta nagle stawały a ludzie bezpiecznie przechodzili przez ulicę. Kiedy zapalało się czerwone, ludzie cierpliwie stali w miejscu a samochody ruszały.
- I wszystko jasne Leopoldzie, zawsze wierzyłem w twoją inteligencję – mruknął zadowolony z siebie Leopold – Przez ulicę należy przechodzić na zielonym świetle. W teorii wszystko było proste. Praktyka okazała się o wiele bardziej skomplikowana. Cóż z tego, że Leopold wchodził na ulicę przy zielonym świetle, kiedy ledwo zdążył zrobić dwa kroki a już z zielonego robiło się pomarańczowe i czerwone. Przy kolejnej próbie ostatkiem sił zdołał uciec przed ogromną ciężarówką.
- No to klops – zdyszany i mocno zmartwiony Leopold przycupnął na skraju przejścia.
- Popatrz mamo jaki śliczny ślimak, to chyba tykwiczek – krzyknęła Zuzia na widok Leopolda.
- Winniczek córeczko, winniczek – poprawiła mama- Rzeczywiście ma bardzo ładną muszelkę.
Leopold mimowolnie wyprostował czułki. Prawdę mówiąc zawsze był łasy na pochlebstwa.
- Jak myślisz mamo, co taki ślimak może robić na przejściu dla pieszych? – zapytała Zuzia.
- Nie wiem, może postanowił się przeprowadzić do parku? – ze śmiechem powiedziała mama.
- Oczywiście, miał dość mieszkania po tej stronie ulicy! – klasnęła w dłonie Zuzia – Ale jak on przejdzie przez taką ruchliwą ulicę? – natychmiast się zmartwiła – Już wiem. Przejdzie z nami. Leopold nawet nie zdążył się schować na wszelki wypadek do domku, a już siedział na dłoni Zuzi, okropnie, okropnie wysoko. Zapaliło się zielone.
- Zapamiętaj sobie ślimaku. Przez ulicę przechodzimy na zielonym świetle. Nie biegniemy, nie ślimaczymy się… przepraszam, nie idziemy bardzo wolno. O, tak jak teraz jest dobrze. I nigdy, ale to nigdy nie wbiegaj na ulicę na czerwonym świetle ani za piłką. Czy ślimaki grają w piłkę? To bardzo ciekawy problem, przecież małe ślimaki muszą się w coś bawić? Proszę bardzo, jesteśmy na miejscu – zakończyła swoją przemowę Zuzia i postawiła Leopolda przy bramie parku – Dalej musisz sobie radzić sam.
***
Leopold bardzo szybko stał się bardzo znaną osobą w parku. Nie było ślimaka, nawet pośród pomrowików bez skorupki, który by kiedykolwiek odbył tak daleką podróż, na dodatek przez ulicę. Pytany jak to zrobił, odpowiadał niezmiennie – Przeszedłem na zielonym świetle. Tylko tak powinno przechodzić się przez ulicę.
Nic dziwnego, że wkrótce zyskał przydomek Leopold Srebrna Błyskawica.
O Zuzi w swoich opowieściach jakoś ani razu nie wspomniał. Cóż, jak już mówiliśmy, zawsze był łasy na pochlebstwa, a bycie Ślimakiem Potrafiącym Przechodzić Przez Ulicę, to naprawdę coś.

Piotr Gabrysz

Nasi Partnerzy